Samorództwo to jedno z najstarszych błędnych założeń medycznych, broniących się przed obaleniem przez tysiąclecia. To teoria nazwana po raz pierwszy przez Arystotelesa, według której żywe organizmy powstawać mogły z materii nieożywionej. Współcześnie proces ten nazywa się zamiennie abiogenezą i biogenezą. Według Arystotelesa abiogeneza była obserwowalnym faktem – muchy miały powstawać z mięsa, myszy z brudnego siana a szczury z rzuconych szmatek. Pierwsze kroki w kierunku obaleniu tej teorii poczynił w XVII w. Włoch Francesco Rediego, który zamknął kawałki mięsa w bardzo gęstej klatce, uniemożliwiającej muchom złożenie w nim jaj. Dowód na brak samorództwa much przedstawił następnie Antoni van Leeuwenhoek, który zaobserwował musze jajeczka złożone w mięsie. Stopniowo od teorii samorództwa zaczęto przychodzić to teorii omine vivum ex ovo – wszelkie życie pochodzi z jaja. Mimo to jednak aż do połowy XIX w. pokutował przesąd, jakoby samorództwu podlegały ropuchy i węgorze. Te błędne wnioski obalił dopiero Ludwik Pasteur, dowodząc, że biogeneza nie może nastąpić nawet w przypadku wirusów i bakterii. W uargumentowaniu nowoczesnej wersji teorii abiogenezy kluczowe okazały się badania z 1957 roku przeprowadzone przez dwóch uczonych amerykańskich – Millera i Ureya. W trakcie eksperymentu stworzyli oni mieszaninę wody, metanu, amoniaku oraz wodoru, z której wyodrębniły się aminokwasy. W ten sposób udało im się odpowiedzieć na podstawowe pytania dotyczące początków istnienia życia na Ziemi.